STRONA GŁÓWNA

Parafia Rzymskokatolicka pw Świętego Dominika
ul. Głowackiego 11 48-300 Nysa konto ING 11 1050 1490 1000 0022 5235 4226

77 40-93-155
nysadominik@opw.pl

9/11/2026 PONIEDZIAŁEK  18:00 MSZA ŚW. W DOMINIKU
10/11/2026 WTOREK MSZA ŚW. GODZ 18.00 w DOMINIKU
11/11/2026 ŚRODA  MSZA ŚW. GODZ 7.00 w DOMINIKU 
12/11//2026 CZWARTEK  GODZ 17.00 MSZA ŚW. SZKOLNA 
13/11/2026 PIĄTEK 17.00 MSZA ŚW. W JĘDRZYCHOWIE
 18.00 MSZA ŚW. w DOMINIKU
14/11/2026 SOBOTA GODZ.07:00 MSZA ŚW. W DOMINIKU 
18:00  MSZA ŚW. w DOMINIKU ( niedzielna)
15/11/2026 NIEDZIELA
08:00 MSZA ŚW. W DOMINIKU
09:30 MSZA ŚW. W JĘDRZYCHOWIE
11:00 MSZA ŚW. W DOMINIKU 

                                                                                                      

Wielu ludzi szuka sposobów na to, aby stać się mądrymi i wpływowymi. Wszechstronne studia, kursy coachingowe, opieka prywatnych mentorów. Wszystko po to, by osiągnąć bliżej nieokreślony i subiektywny poziom „szczęścia i zadowolenia z życia”. Czy jednak kolejna linijka w życiorysie zawodowym (CV) wystarczy, by zostać przyjętym do… bram Królestwa Niebieskiego?

W dzisiejszej Ewangelii mówiącej o pannach rozsądnych i nierozsądnych ukryta jest tajemnica prawdziwej mądrości. W oryginale greckim tego tekstu pierwsze pięć panien nazywa się rozumnymi, zaś pozostałe po prostu… głupimi. Przypowieść uczy, że prawdziwa mądrość to bycie przewidującym, czuwającym, dbającym także o sprawy z pozoru oczywiste. 
Ojcowie  Kościoła mówili, że ewangeliczna lampa to wiara, oliwa natomiast to dobre uczynki. Bez dobrych uczynków, jak bez oliwy, wiara, czyli lampa, gaśnie i staje się martwa. Dla panien głupich w momencie, gdy przybywa Oblubieniec, to oliwa jest najważniejsza. W środku nocy próbują ją zdobyć. Naprawić swoje zaniedbanie, licząc na jakieś znajomości u pogrążonych we śnie sprzedawców. Zapomniały, że to powitanie Oblubieńca, nawet z pogaszonymi lampami, jest najważniejsze. Czyż On nie przyjąłby ich, nawet w takim stanie? Tymczasem nie miały okazji Go ujrzeć. Ani On je poznać i zaprosić na ucztę.
Kiedy nadejdzie Sąd Ostateczny, Bóg oddzieli ludzi przygotowanych na Jego przyjście od tych, którzy to przygotowanie zaniedbali. Warto pomyśleć, jak wygląda moja gotowość na spotkanie z Panem Jezusem, który dzisiaj mówi do nas: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”.                                                     ks. Piotr Iracki; www.edycja.pl

Teraźniejszość

ks. Michał Oleksowicz

Co oznacza czuwanie, o którym mówi z takim naciskiem dzisiejsza Ewangelia? Czy mamy żyć w nieustannym napięciu, dniem i nocą myśląc o śmierci? Czy czuwanie oznacza trening w przezwyciężaniu snu, aby nie przegapić przyjścia pana młodego, jak to miało miejsce w przypadku młodych kobiet (parthenos) z przypowieści?

Niektórzy z Ojców Kościoła w symbolu zapalonej lampy widzieli obraz wiary wzmacnianej dobrymi uczynkami – „wiara, która działa przez miłość” (Ga 5,6). Św. Franciszek, widząc bliski koniec swojego życia, miał odwagę powiedzieć do obecnych przy nim: „Bracia, zacznijmy od początku, bo mało dotąd uczyniliśmy”. Ewangeliczne czuwanie oznaczałoby więc podwojenie zapału w czynieniu dobra. Może wydawać się to dziwne, jeśli owo czuwanie zwraca się w kierunku tego, co nazwać można ostatecznym kresem wszystkiego. Ale właśnie taki jest charakter chrześcijańskiej czujności – prorockie oczekiwanie na przyjście Pana, które nie zaniedbuje dnia dzisiejszego. Nie tracąc z oczu przyszłości, trzeba być obecnym teraz. Oliwa w przypowieści to symbol trwałej relacji i wierności, których przecież nie da się pożyczyć, delegować komuś innemu. Aby dobrze wykorzystać czas i okoliczności życia, potrzeba stałej uważności w codzienności. O tym, że wbrew pozorom nie jest to takie łatwe, bardzo trafnie pisał Blaise Pascal:

„Nie dbamy nigdy o czas obecny. Uprzedzamy przyszłość jako nadchodzącą zbyt wolno, jak gdyby chcąc przyspieszyć jej bieg; albo przywołujemy przeszłość, aby ją zatrzymać jako zbyt szybką. Tak nierozsądni jesteśmy, że błąkamy się w czasach, które nie są nasze, nie myśląc o jedynym, który mamy; i tak letcy, że myślimy o chwilach, które są już niczym, a przepuszczamy niebacznie jedyną, która istnieje. Zazwyczaj bowiem teraźniejszość rani nas. Skrywamy ją naszym oczom, bo nam jest przykra; a jeśli jest miła, żałujemy, że się nam wymyka. Staramy się podeprzeć ją przyszłością i silimy się rozrządzać rzeczami, które nie są w naszej mocy, na czas, którego nie wiemy zgoła, czy dożyjemy.

Niech każdy zbada swoje myśli: ujrzy, iż wszystkie zaprząta przeszłość i przyszłość. Nie myślimy prawie o teraźniejszości; a jeśli myślimy, to jeno aby zaczerpnąć z niej treść do snucia przyszłości. Teraźniejszość nie jest nigdy naszym celem. Tak więc nie żyjemy nigdy, ale spodziewamy się żyć; gotujemy się wciąż do szczęścia, a co za tym idzie, nie kosztujemy go nigdy” (Pascal, Myśli, nr 172)

Czuwajmy więc, bo nie znamy dnia ani godziny.

Jeden z wdowców cierpi po śmierci żony, która zmarła dwa lata wcześniej po krótkiej, lecz wyniszczającej chorobie. Po jej odejściu zrozumiał, ile znaczyła w ich małżeństwie, w opiece nad dziećmi, w licznych przyjaźniach, jakie wspólnie nawiązywali. Wciąż nie dają mu spokoju pewne pytania, na które u mnie szuka odpowiedzi: „Ona często mi się śni. Myślisz, że spotkam się z nią ponownie, kiedy umrę? Czy ją poznam i będę mógł ją objąć?”.

Św. Paweł Apostoł w Pierwszym Liście do Tesaloniczan wyznaje: „Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim”. Zmartwychwstanie nie polega na powrocie do obecnego życia ani na wskrzeszeniu zwłok, ale na uczestnictwie w życiu Boga, który nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. Wiara w zmartwychwstanie prowadzi nas do chrześcijańskiej nadziei. Jak powiedział emerytowany papież Benedykt XVI w jednym z wywiadów kilka lat temu: „Jestem na ostatnim odcinku drogi mego życia i nie wiem, co mnie czeka. Wiem jednak, że jest światło Boga, że jest Zmartwychwstały, że Jego światło jest silniejsze od wszelkiej ciemności, że dobroć Boga jest silniejsza od wszelkiego zła na tym świecie”.

W obliczu śmierci bliskiej osoby serce nie potrafi być z kamienia, dlatego płacze. Wolno nam płakać, wolno się smucić bo i Chrystus zapłakał nad śmiercią przyjaciela, Łazarza. To naturalny odruch ludzkiej natury, która wzdryga się wobec smutku, cierpienia, wobec śmierci. Pismo Święte zwraca uwagę na to, że nasz smutek nie może zostać tylko wzruszeniem czy emocją, które w żaden sposób nie przybliżają nas do rzeczywistości życia wiecznego. Ten naturalny smutek ma rozwiać wszelkie wątpliwości i wzmocnić w nas wiarę i nadzieję w wypełnienie obietnicy zmartwychwstania. Z tej rzeczywistości bólu mamy się wznieść do rzeczywistości doświadczenie radości wypływającej z cudu zmartwychwstania Chrystusa i naszego zmartwychwstania.

Dlatego przychodzimy do Chrystusa, by szukać odpowiedzi na te trudne, ale jakże konkretne życiowe pytania. To Jezus Chrystus zmartwychwstały pokazuje nam, że „chwała Boga jest człowiek żyjący” (św. Ireneusz), który został stworzony, by żyć wiecznie. „W Nim zabłysła dla nas nadzieja chwalebnego zmartwychwstania i choć nas zasmuca nieunikniona konieczność śmierci, znajdujemy pociechę w obietnicy przyszłej nieśmiertelności” (I Prefacja o zmarłych). Chrystus jest całą naszą nadzieją, ponieważ „On do Ojca nas prowadzi, Miłość czyni życia prawem. Chrystus naszym jest pokojem, naszym pojednaniem”.

W śmierci Chrystusa nie dochodzi do unicestwienia: jest to śmierć prowadząca do zanurzenia w Bogu, który sam przyjął ciało ludzkie, by człowiek mógł stać się nieśmiertelny. Zapatrzeni w Chrystusa, powinniśmy nauczyć się myśleć o zmarłych jako o osobach żyjących. Wiara w zmartwychwstanie potrafi bowiem rozświetlić ostatnie chwile tych, którzy odchodzą, a tym, którzy zostają przynieść ulgę w bolesnym rozstaniu i zachęcić do modlitewnej czujności i gotowości na spotkanie z Panem.

  1. Leszek Smoliński

List świętego Franciszka do wszystkich wiernych cz. VI

Przeklęty jest naprawdę ten człowiek, który powierza i oddaje w takie ręce swoją duszę i ciało, i cały swój majątek. Dlatego Pan mówi przez proroka: Przeklęty człowiek, który pokłada nadzieję w człowieku (Jr 17, 5). I sprowadzają zaraz kapłana; kapłan mówi do niego: „Czy chcesz pokutować za wszystkie swoje grzechy?” Odpowiada: „Chcę”. „Czy chcesz zadośćuczynić za popełnione grzechy i według możności ze swego majątku naprawić krzywdy, jakie wyrządziłeś ludziom?” Odpowiada: „Nie”. A kapłan pyta: „Dlaczego nie?”, „Bo oddałem wszystko w ręce krewnych i przyjaciół”. I zaczyna tracić mowę, i tak umiera ten nieszczęśliwy. Lecz niech wiedzą wszyscy, że gdziekolwiek i w jakikolwiek sposób umarłby człowiek w grzechu śmiertelnym bez zadośćuczynienia, i może zadośćuczynić, a nie zadośćuczynił, szatan porywa jego duszę z jego ciała z takim uciskiem i męką, o jakich nikt wiedzieć nie może, o ile tego nie doznał.

I wszystkie bogactwa i władza, i wiedza, o których sądził, że je posiada, zostaną mu odjęte (por. Mk 4, 25; Łk 8, 18). I pozostawia krewnym i przyjaciołom, a ci zabiorą i podzielą jego majętność, a następnie powiedzą: „Niech będzie przeklęta jego dusza, bo mógł więcej nam dać i zgromadzić, niż zgromadził”.

Ciało jedzą robaki; i tak gubi ciało i duszę w tym krótkim życiu i pójdzie do piekła, gdzie będzie cierpiał męki bez końca.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Ja, brat Franciszek, sługa wasz najmniejszy, proszę was i zaklinam w miłości, którą jest Bóg (por. 1 J 4, 16) i z chęcią ucałowania waszych stóp, abyście te oraz inne słowa Pana naszego Jezusa Chrystusa przyjęli z pokorą i miłością i spełniali je, i zachowywali.

A tych wszystkich i te wszystkie, którzy je życzliwie przyjmą, zrozumieją i odpis ich poślą innym, i jeśli wytrwają w tym aż do końca (por. Mt 10, 22; 24, 13), niech błogosławi Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.

 

O jakiej lampie, o jakim płomieniu jest tutaj mowa? Nie trudno się domyśleć. W codziennym języku używamy wyrażeń: ogień miłości, płomień miłości. A zatem chodzi tu o miłości. Całe nasze życie ma swój cel i kierunek. Chcemy czy nie chcemy, ostatecznie przyjdzie nam zapukać do bram nieba. Płonąca lampa naszej miłości będzie przepustką do jej przekroczenia. Mówiąc o oliwie, zatrzymajmy się jeszcze na płaszczyźnie przenośni. Oliwa to dobre czyny, bez których miłość jest martwa, a jej płomień gaśnie. Staniemy, zatem przed Chrystusem z całym dotychczasowym życiem. Czy wystarczy wtedy oliwy, aby płomień płonął na tyle mocno, by w jej świetle Chrystus dostrzegł w nas swego ucznia? Nie wiemy, kiedy wypadnie nam zapukać do bram nieba, Chrystus mówi: „Nie znacie ani dnia ani godziny”. W tej sytuacji logiczną konsekwencją jest życie w stanie gotowości na to spotkanie. Nie jest to trwożna gotowość przed śmiercią, lecz najpełniejsze i najpiękniejsze życie, życie wypełnione bezgraniczna miłością.                                                                                    Ks. Ryszard Koper

  W pierwszą niedzielę Adwentu, 30 listopada br., rozpocznie się nowy rok liturgiczny i duszpasterski w Kościele. Program duszpasterski Kościoła w Polsce na rok 2025/2026 realizowany jest pod hasłem „Uczniowie-misjonarze”. Stanowi on kontynuację programów duszpasterskich realizowanych w latach 2022-2025, które nawiązywały do Synodu o synodalności i wezwania papieża Franciszka do podjęcia dzieła odnowy Kościoła oraz do Roku Świętego 2025 i wynikającego z niego zadania stawania się ludzi wierzących znakami nadziei dla człowieka i świata

                       

                                                       UCZNIOWIE -MISJONARZE

                                                                            (KLIKNIJ ABY OTWORZYĆ)